Dawno temu, za górami, za lasami, było takie miejsce na ziemi, gdzie najpopularniejsze narodowe potrawy były zupełnie wegańskie. Przez niemal cały rok targi pełne były wspaniałych warzyw, ziół i owoców; a wegetarianizm i weganizm były tak popularne, że niemal w każdej knajpie bez żadnego problemu można było zjeść przepyszny wegański obiad. Lepiej mocno usiądźcie na krzesłach, bo to nie bajka, a wstęp do opowieści o kulinarnej scenie Tel Avivu.
Chociaż trudno w to uwierzyć, to w Tel Avivie dużo łatwiej jest zjeść wegańsko lub wegetariańsko, niż odwrotnie: z jednej strony do wyboru mamy tradycyjny street food, który tak jak hummus i falafele jest wegański zupełnie z przypadku; z drugiej zaś ogromną popularność nowoczesnej wegańskiej kuchni, dzięki czemu w niemal wszystkich zwyczajnych knajpkach można bez problemu zjeść wegański lunch, deser oraz napić się kawy z mlekiem roślinnym.
Kulinarne rozrywki trzeba rozpocząć od wędrówki po lokalnych budkach serwujących tradycyjny, izraelski street food. Na każdej ulicy można zjeść chrupiące falafele, które tradycyjnie serwuje się w chlebie pita z dodatkiem tahiny, hummusu oraz grubo posiekanych pomidorów, ogórków i cebuli – nie znajdziecie tutaj majonezu, kapusty, ani sztucznych sosów tak, jak to często bywa w Polsce. Zawsze z łatwością napotkacie też bar serwujący idealnie kremowy hummus z różnymi dodatkami: możecie poprosić o hummus z tahiną, hummus ful z ziarnami bobu lub o mashaushę, czyli hummus podawany na ciepło z ugotowanymi, niezmiksowanymi ziarnami cieciorki w środku. Nie zdziwcie się, jeśli oprócz pity do hummusu dostaniecie talerz pełen cebuli.
Jeśli macie ochotę na spokojny lunch w europejskim stylu wystarczy po prostu wejść do jednej z dziesiątek knajp w Tel Avivie. Niemal w każdej znajdziecie wegańskie opcje obiadowe, a pytanie o wegańskie menu nikogo tutaj nie zdziwi – weganizm jest w Izraelu tak popularny, że na pewno uda się wam coś zjeść. Jeśli jednak chcecie mieć pewność, że wybrany przez was lokal oferuje wegańskie dania wystarczy poszukać przed wejściem wlepki VEGAN FRIENDLY. Taki znak przyklejony na drzwiach lokalu oznacza, że w środku znajdziecie wegańskie dania, dodatkowo czytelnie oznaczone w jadłospisie – dzięki temu nie trzeba zamęczać obsługi pytaniami, wystarczy wybrać to, na co ma się ochotę. Tak samo oznakowane są lodziarnie oraz cukiernie serwujące wegańskie lody, i nie mówię tu o sorbetach, a o pysznych, kremowych lodach o smaku nugatu, czekolady, migdałów lub wanilii. Wszystkie lokale biorące udział w akcji można znaleźć na stronie inicjatywy – w centrum Tel Avivu lokali ze znakiem VEGAN FRIENDLY jest zdecydowanie więcej, niż tych bez. Chyba możecie się domyślić, jak bardzo marzy mi się tak samo liczna inicjatywa w Polsce!
O wegańskie jedzenie zapytałam też współwłaściciela jednej z najpopularnych telavivskich knajp, czyli Drora Shera z baru Port Said. Chociaż ten lokal nie jest wegański, to w ich krótkiej karcie większość dań jest wegetariańska oraz wegańska, a ich warzywa są tak wyśmienite, że każdego wieczoru trzeba odczekać chwilę w długiej kolejce do wolnego stolika. To zresztą właśnie tutaj zjadłam najlepsze w swoim życiu bakłażany, świetny hummus z fasoli jaś oraz wiele innych, genialnych wegańskich dań.
– Dror, zastanawia mnie skąd wziął się pomysł na Port Said – nie wiem czy wiesz, że jesteście znani nawet w Polsce, bo kiedy moi znajomi wracali z Tel Avivu zawsze opowiadali mi tylko o waszych bakłażanach i batatach!
Wszystko zaczęło się od naszego pop-upowego projektu Radio Baru, który prowadziliśmy od lat ze znajomymi. Co roku w lecie otwieraliśmy bar, który był jednocześnie radiostacją – to była popularna akcja i wszyscy uwielbiali nasz projekt. Cztery lata temu zrobiliśmy kolejną edycję właśnie w tym miejscu i od razu je pokochaliśmy – zaczęliśmy zastanawiać się, co moglibyśmy zrobić dalej w tej przestrzeni. Wtedy jeden z naszych przyjaciół, Eyal Shanin wpadł na pomysł, żeby zrobić coś razem. Uwielbiał nasze imprezy i sam często przygotowywał na nich proste jedzenie, więc wiedzieliśmy, że się uda. Mian zajął się jedzeniem, my przynieśliśmy nasze płyty z nagraniami; on kierował kelnerami w ciągu dnia, a my w nocy serwowaliśmy alkohol. Naprawdę świetnie do siebie pasowaliśmy, połączyliśmy dzień z nocą i świat jedzenia z wieczornymi światem imprez. Ta przestrzeń była dokładnie gdzieś po środku drogi jaka dzieli bar od restauracji, udało nam się stworzyć wyluzowane miejsce, gdzie można zarówno odpocząć przy drinku jak i zjeść dobre, proste jedzenie. Cieszymy się, że się nam udało, bo sami potrzebowaliśmy takiego miejsca – cała nasza czwórka już ponad 15 lat organizuje imprezy i koncerty w Tel Avivie, chcieliśmy teraz gdzieś osiąść i stworzyć przystępne, wyluzowane miejsce.
– I chyba się udało, bo nawet wasze jedzenie jest bardzo proste. Serwujecie pieczone bakłażany, ziemniaki lub świeże warzywa, a wszystko to zawsze z prostymi sosami i dodatkami.
Chcemy eksplorować składniki tak bardzo jak to możliwe, to znaczy pozwalamy konkretnym, pojedycznym produktom błyszczeć na talerzu. Dlatego na początku bardzo dokładnie przyglądamy się i wybieramy wszystko, co trafia do naszej kuchni. Nasze bakłażany przyjeżdżają od jednego zaufanego dostawcy, po inne warzywa jeździmy aż do Jerozolimy, gdzie można jeszcze kupić prawdziwe, ekologiczne warzywa w starym stylu – nie chodzi mi o nowoczesne organiczne uprawy, a o rolników starej daty, którzy po prostu nigdy nie używali sztucznych nawozów ani modyfikowanych odmian warzyw. Kiedy już wszystkie wybrane przez nas warzywa i owoce znajdą się w naszej kuchni planujemy menu tak, aby zawsze w każdym daniu mogły grać pierwsze skrzypce i być bohaterami talerza. Dlatego w naszych lodówkach nie znajdziesz kontenerów z posiekanymi warzywami i sałatą, wszystko przygotowujemy na miejscu. Jeśli zamówisz sałatkę z pomidorów, to każdy pomidor będzie posiekany tuż przed podaniem specjalnie dla ciebie. Cały ten proces jest dłuższy, ale opiera się na intuicji kucharza, jego ruchach ręką i nożem.
– Jako weganka zwróciłam też uwagę na to, że w waszej karcie większość dań jest jakby przypadkowo wegetariańska i wegańska.
Właściwie tak duża ilość wegańskich dań w naszym menu to nie przypadek. Chociaż Eyal w swoich restauracjach serwuje mięso, to zawsze powtarza wszystkich swoim pracownikom i gościom, że kiedy jesz mięso, zjadasz kogoś, a nie coś. Dlatego nawet dania mięsne są u nas trochę specyficzne – chociaż mięso jest w centrum uwagi i pochodzi z najlepszego źródła to… jest go bardzo mało.Przywiązujemy do tego podejścia bardzo dużą wagę, Mian nawet dał wszystkim swoim pracownikom na święta książkę Eating Animals – dla niektórzy ta lektura to było naprawdę trudne przeżycie! Jednak wszyscy jesteśmy zgodni, że ta świadomość jest niezbędna. Każdy ma prawo wyboru tego, co je, ale aby podjąć właściwą decyzję, trzeba być świadomym skąd pochodzi jedzenie na naszym talerzu, nawet jeśli to trudna wiedza.
– Czyli staracie się podchodzić do wszystkiego co podajecie bardzo świadomie.
Dokładnie! Oprócz tego zdajemy sobie sprawę, że warzywa i owoce w Izraelu są po prostu niesamowite i serio wszyscy je tutaj uwielbiamy. Dlatego chcemy im pozwolić zająć główne miejsce na talerzu, aby były bohaterami naszych dań. Nawet kiedy na talerzu znajduje się mięso to tak naprawdę, zawsze najwięcej czasu poświęcamy przygotowując warzywa i to one są prawdziwymi gwiazdami naszych dań.
- Hummus, ceny od 10 do 25₪: na hummus najlepiej wybrać się do baru, który specjalizuje się tylko i wyłącznie w serwowaniu hummusu, czyli do tak zwanej hummusiji. Tego typu miejsca można łatwo znaleźć w bocznych ulicach miasta, ale najlepiej od razu skierować swoje kroki do dzielnicy Jaffo i usiąść w Abu Hasan (zwanym też Ali Karavan, więc nie dajcie się zmylić). Do wyboru macie malutki i bardzo zatłoczony lokal przy ulicy Ha Dolfin 1 lub większą i bardziej nowoczesną filię przy Shivtei Israel 14, w obydwu jednak hummus smakuje tak samo dobrze. Nie oczekujcie karty ani długiej listy dań, w ofercie znajdziecie jedynie hummus z tahiną, hummus z fulem oraz hummus z ziarnami cieciorki, czyli mashaushę. Niemal równie popularny co Abu Hasan, jest hummusija na Shuk ha Carmel, czyli na głównym targowisku w Tel Avivie. Lokal nie ma dokładnego adresu, ale aby do niego trafić wystarczy iść główną aleją Shuku od strony ulicy Allenby. Po około 200 – 300 m po prawej stronie zauważycie pomalowany na niebiesko lokal z dużym napisem HUMMUS. Śmiało wchodźcie do środka i zajmujcie miejsce w długiej kolejce, czekającej po jeden z najlepszych i najtańszych hummusów w mieście – porcja ciecierzycowego kremu kosztuje tutaj tylko 10₪.
- Falafel, ceny od 5 do 20₪: o pyszny falafel na ulicach Tel Avivu jest jeszcze łatwiej, niż o hummus. To zdecydowanie najpopularniejsze uliczne jedzenie, więc z łatwością znajdziecie budki sprzedające ciecierzycowe kotleciki w swojej okolicy, a im więcej ludzi czeka w kolejce, tym lepsze są sprzedawane falafele. Najtańszy falafel zjecie za 5₪ przy ulicy King George, niedaleko skrzyżowania z ulicą Allenby – łatwo rozpoznacie go po wielkiej kolejce ludzi jedzących w pośpiechu swoje pity. Jeśli szukacie trochę bardziej dopieszczonych pit z masą świeżych pomidorów, ogórków i tahiny możecie przejść się King George i skręcić w Shlomo Hamelech, tuż na rogu znajdziecie Hakosem. Pity pełne są świeżych warzyw i naprawdę pysznych, chrupiących ciecierzycowych kotlecików, kosztują 17₪. Tak naprawdę jednak szukając dobrego falafela nie potrzebujecie mapy, jeśli zobaczycie gdzieś grupę zadowolonych ludzi przy ruchliwej budkce sprzedającej falafele – bez wahania wchodźcie do środka po swoją porcję.
- Shuk ha Carmel, targowisko czynne od 7 do 17: na wizytę na Carmelu warto zarezerwować sobie całe popołudnie, aby przynajmniej w małym stopniu poczuć rytm życia targowiska. Dobrze jest zacząć od zjedzenia śniadania, w jednej z bocznych uliczek – śmiało wpadnijcie na hummus w głównej alei, a potem zejdźcie w bok i kluczcie chwilę między bocznymi ulicami w kierunku Yom Tov Street, gdzie znajdziecie Julię serwującą egipskie jedzenie. W jej małym lokalu nie znajdziecie żadnej karty, Julia we własnej osobie zaprowadzi was do swojej maleńskiej kuchni i palcem pokaże co dzisiaj jest w jadłospisie. Zawsze znajdzie się dużo wegetariańskich propozycji, które Julia podaje z wielką miską kuskusu – moje serce podbiły buraki faszerowane ryżem, botwiną i zapiekane w limonkach z miętą. Porcje u Julii są ogromne, dlatego warto zamówić jedną porcję na dwie osoby i wcześniej uzgodnić cenę. Po spotkaniu z Julią pokluczcie jeszcze między sąsiednimi ulicami, to właśnie w tej okolicy roi się od małych knajpek serwujących drobne przekąski i arabską kawę. Na większy głód spróbujcie medżadry, czyli ryżu z soczewicą i smażoną cebulą, na nieco mniejszy wypijcie kawę i zagryźcie słodkim ciastkiem lub deserem z kokosu i syropu różanego. Po takim śniadaniu wróćcie na ulice bazaru; kupcie sumak, zaata’r, płatki różny i inne przyprawy; spróbujcie świeżo wyciskanego soku z owoców i suszonych daktyli. Na koniec przejdźcie się jeszcze w stronę morza, rzućcie ulicami na zamykające się jemeński knajpki i ruszajcie dalej.
- Abulafia, Yefet 7, ceny od 3 do 15₪: najsłynniejsza i najstarsza piekarnia w Tel Avivie, w której za kilka szekli można zjeść przepyszne placki i pity z zaatarem, sumakiem lub cebulą. Piekarnia działa do późnych wieczornych godzin, a każda wybrana przez was pita będzie albo jeszcze ciepła, albo piekarz na waszych oczach wrzuci ją na chwilę do gorącego pieca. Oprócz Abulafii przy Yefet możecie też wpaść do mniejszej i nowocześniejszej fili tuż obok Rabin Square przy uliby ibn Gabirol – wnętrze jest urządzone w europejski sposób, wypieki pochodzą z tego samego źródła, ale jednak w dziwny sposób, te z gorącego pieca przy ulicy Yefet smakują najlepiej.
- Miznon, King George 30, ceny od 15 do 35₪: jeśli nigdy jeszcze nie jedliście pieczonego w całości kalafiora, to koniecznie przyjdźcie do Miznon na długą i leniwą kolację przy dobrej muzyce. Ten mały lokal serwuje wspaniałe pity z prostym, przepysznym nadzieniem – do wyboru jest opcja z ziemniakami, pieczonymi warzywami, kalafiorami i kilka innych. Jednak to nie pity są gwiazdą tego miejsca, a pieczone w całości kalafiory, podawane jako dodatek do pit. Białe główki kalafiora są pieczone w piecu aż do miękkości i podawane z oliwą oraz solą, a do każdego kalafiora goście dobierają do woli tahiny, pomidorów, ostrego sosu z papryczek chili, kiszonych ogórków oraz pit z otwartej dla wszystkich lady. Poradźcie się obsługi jaka pita będzie najlepiej pasować do waszego kalafiora, rozsiądźcie się wygodnie i czekajcie na jedną z najlepszych uczt w swoim życiu – warto też zamówić specjalne, miniaturowe wersje pit i zjeść kilka różnych rodzajów.
- We Like You Too, Sderot Bez Zion 31 tuż przy Rotschield, ceny od 8 do 35₪: moja ulubiona kawiarnia w całym Tel Avivie – oprócz tego, że serwują świetną kawę, to jeszcze mają w ofercie wspaniałe wegańskie kanapki. Do wyboru są bajgle z warzywami, pajdy chleba z pastami lub inne kanapki dnia. Najlepsza ze wszystkich była bagietka z masłem orzechowym, tofu oraz świeżymi warzywami marynowanymi w chili i occie ryżowym. Nawet jeśli nie macie ochotę na kawę ani kanapkę wpadnijcie tutaj i zobaczcie, jak miło można spędzić czas wylegując się na trawie przed lokalem.
- Casino San Remo, Nehama 2, ceny od 15 do 40₪: moje ulubione miejsce przy słonecznym bulwarze Nehama. Można wpaść tutaj na świeżo wyciskany sok z buraków i pomarańczy, sałatkę z arbuza albo wegańską kanapkę. W krótkim menu można znaleźć wegańskiego burgera, kanapki z awokado lub sałatkę z batatów, a do tego zupełnie gratis dostaje się piękny widok na fontannę i gorącą ulicę Nehama.
- Knaffe Noga, Ruhama 8, ceny od 20 do 40₪: nieduża i pięknie urządzona kawiarnia, specjalizująca się w słodkich ciastkach knaffe. To bardzo delikatne i kruche ciastko, upieczone z warstwy chrupiących nitek ciasta, przełożonego warstwą słodkiego kremu. W Knaffe zjemy zarówno ciastka słodkie, jak i słone, także w wersji wegańskiej. Te pierwsze przełożone są słodkim, kokosowym kremem o delikatnym aromacie kardamonu, zapieczone w syropie z agawy i posypane pistacjami – do tego tylko filiżanka mocnej kawy i idealny deser gotowy.
- Anastasia Cafe, Frischman 54, ceny od 15 do 50₪:jedna z najnowszych całkowicie wegańskich kawiarni w Tel Avivie, serwująca wegańskie śniadania, lunche oraz wspaniałe desery. Anastasia od wejścia podbija serce ogromnym ogrodem i pięknym wnętrzem, do tego za barem przez cały dzień spotkamy baristę, przygotowującego świeże, roślinne mleko. Wszystkie koktajle i desery zrobione są właśnie na tym mleku, które należy do specjalności lokalu. Dlatego jeśli się tutaj zjawicie, nie próbujcie wyjść bez deseru, a szczególnie polujcie na czekoladowy mus.
- Gelateria Siciliana, Ibn Gvirol 63, ceny od 15 do 25₪: jedna z wielu lodziarni oferujących wegańskie lody, jednak to tutaj znajdziemy zdecydowanie największy wybór kremowych niesorbetowych lodowych specjałów. Ich roślinne lody bazują na mleku sojowym lub kokosowym i naprawdę nie ustępują ani na krok tradycyjnym lodowym deserom. Trochę mniejszy wybór mlecznych wegańskich lodów znajdziemy w Vaniglia Ice Cream przy Ibn Gvirol 98, jednak ich migdałowe lody wystarczają za dziesięć innych smaków.
- Mizlala, Nahalat Binyamin 57, ceny od 60 do 120₪: jeśli znudzi się już wam izraelski street food, albo zapragniecie pójść do bardziej wyszukanego miejsca to najlepiej od razu skierujcie swoje kroki w stronę Nahalat, gdzie będziecie mogli wybierać spośród dwóch restauracji popularnego szefa kuchni Meira Adoni, znanego z izraeskiej edycji programu Top Chef. Mizlala to kolejny jego lokal, tym razem plasujący się gdzieś pomiędzy fine diningiem, a casualowym lunchem – w godzinach popołudniowych restauracje serwuje głównie tak zwane biznesowe lunche, czyli trochę bardziej elegancką wersje zwyczajnych lunchy. Menu zmienia się co kilka miesięcy, ale zawsze w karcie znajdzie się parę wegetariańskich i wegańskich propozycji. Koniecznie spróbujcie miejscowego chleba, podawanego z różnymi dipami – mi udało się trafić na wspaniały chleb z rodzynkami oraz z kolendrą, serwowany z dipem z pieczonych papryk. Do tego spróbowałam dwóch lekkich, warzywnych przystawek, a prawdziwym strzałem w dziesiątkę była pszenica gotowana z cynamonem i podawana z zielonymi fasolkami. Oprócz pysznego jedzenia można tutaj spróbować ciekawych izraelskich win, warto w tej kwestii zdać się na rekomendację obsługi.
Marta
Bilet lotniczy Wizzair w dwie strony: 300 pln
Nocleg: spałam u znajomych, ale jeśli nie ma się na miejscu przyjaciół najlepiej jest szukać noclegu przez Airbnb, z którego zawsze korzystam podczas wszystkich podróży. Koszt noclegu w Tel Avivie przez Airbnb to około 120 – 170 złotych za noc. Zawsze pozostaje też Couchsurfing.
Falafel: 10 – 15 złotych
Hummus: 10 – 15 złotych
Pita z zaata’rem: 3 – 5 złotego
Medżadra: 12 – 20 złotych
Mała porcja lodów: 10 – 15 złotych
Kilogram arbuza: 3 złote
Lunch w modnej knajpie: 50 – 70 złotych
Kawa: 5 – 10 złotych
Bilet autobusowy: 6,50 złotego
Taksówka z Jaffo do Centrum: 40 złotych
Parasol na plaży: 6 złotych
Pocztówka: 3 – 4 złote

Piękne widoki:) Zachwyciły mnie uroki tych miejsc:)
Rzeczywiście raj kulinarny. Choć nie jestem (jeszcze) wegetarianka dla takich smaków mogłabym zapomnieć o mięsie na zawsze.
Ten post spadl mi jak z nieba- za miesiac lece w kulinarna podroz do tel avivu, z pewnoscia odwiedze opisane przez ciebie miejsca.. wielkie dzieki!! : *
Telepatia podróżnicza, miłego wyjazdu! Koniecznie zalicz wszystkie street foodowe miejsca, a zwłaszcza Abu Hasan i Abulafię 🙂
o rany, ja tego czytać nie mogę… i to jeszcze przed śniadaniem 😉 cuda!
wow 🙂 aż ślinka cieknie..i chce się jechać do Tel Awivu 🙂 będzie jakiś fajny przepis apropo wyprawy?
AAA!!!! Izrael to państwo kulinarnych marzeń i snów! żeby mieć tak ze 3 żołądki i portfel z niekończącą się gotówką….:)
O dokładnie tego mi brakowało w Tel Avivie 😉
Wspaniała relacja z podróży!
Mam pytanie – gdzie w Warszawie można kupić dobre pity. Czy jest tu piekarnia z bliskowschodnim pieczywem?
Małgosia
Nie mam zielonego pojęcia, dlatego zawsze piekę sama 🙂
Jak ja mam teraz doczekać do listopadowego wyjazdu!
Lecę w lipcu, mega się przyda!!! 😉
byłam na instagramowej wycieczce pełnej cudownych zdjęć, teraz po raz drugi zwiedzałam Tel Aviv dziki pięknej opowieści.to niesamowite w jak inny sposób można przeżyć wycieczkę, która nie będzie tylko leżeniem na plaży a poznawaniem kulinarnego świata.. ojj marzy mi sie Tel Aviv
Cudowne miejsce
To ja klasycznie zapytam – gdzie spałaś, gdy byłaś w Tel Avivie? 😀 Twoje podróże są bardzo inspirujące, już korzystałam z Twoich porad jak byłam w Gruzji 😉
Shin
Shin, dopisałam już gdzie spałam i kilka słów więcej o kosztach – na samym dole postu 😉 Może przyda się też innym osobom!
Piękna relacja, dziękuję Ci za nią! Marzę o podróży do Izraela, nie wiem, czy prędko uda mi się zrealizować ten cel, ale wiem już, że mam do dyspozycji wspaniały przewodnik :).
PS. W Twoim tekście pojawia się info o płatkach róży – czy to jakaś specjalna, jadalna odmiana? Czy mogę próbować eksperymwntować w kuchni z płatkami z róż z ogrodu?
Pozdrawiam,
Agnieszka
Płatki róży są jadalne, więc jak masz krzaczek na ogrodzie to możesz oskubać płatki i ususzyć albo utrzeć z cukrem, mniam!
Dzięki za cudowną inspirację :)!
oglądałam instagrama i bardzo byłam ciekawa tej relacji! jest czego pozazdrościć! 🙂
Oszalałam!!!
Tel Aviv byłby dla mnie rajem, tak zazdroszczę Ci podróży! No i Twoje długie wpisy są najlepsze 🙂 Teraz mam kilka pytań : ile mniej więcej kosztuje taka podróż do Tel Avivu oraz czy znasz jakieś przepisy na wegańskie lody?
Malwina
Malwina, dopisałam koszty mojej podróży na końcu postu 🙂 A przepisy na wegańskie lody znam i niedługo będą 🙂
Chciałabym choć raz w życiu spróbować tych niesamowitych pyszności!!!
Niesamowita relacja…jestem oczarowana… :))
"…kiedy jesz mięso, zjadasz kogoś, a nie coś." ! dobrze powiedziane! 🙂
Tel Aviv zdaje się być wege-rajem na ziemi… 😉
Zrekompensowalas sie Marto tym wpisem za ten nieszczesny dot.Krk;) Ale do rzeczy,relacja swietna,ale ja czekam w takim razie na przepis na te weganskie kremowe lody i mus czekoladowy;) Pozwole sobie dodac,ze: 1.drogo tam,2.nigdy nie rozumialam polaczenia falafela z hummusem tak jak jajka z majonezem-zabawne dosc;)
Nie tyle z przypadku co z koszerności 😉 jedząc falafel nie trzeba się zastanawiać co i kiedy jadło się ostatnio. Ale przyznaję że tak dobrego hummusu i falafela nie jadłam nigdy poza Izraelem. Happy Falafel Day 😀
Wiadomo, koszerność sprzyja weganom 🙂
Marto,a propos pity-skoro juz tak zachwalasz Izraelska i wpominasz,ze sama.robisz moze moglabys podzielic sie przepisem,z chcecia wyprobuje.
czytam i czytam i coraz bardziej mam ochotę się tam wybrać! cudowne miejsce i jak można wywnioskować raj dla wegan i wegetarian! te dania tak świetnie podane, naturalne, pełne zdrowia i do tego genialne w smaku! nie można wzroku oderwać 🙂 same "och, ach!" podczas czytania tej relacji! po prostu chce się tam być 🙂
Świetny wpis, jak tylko będę miała okazję być kiedykolwiek w Tel Avivie na pewno wybiorę się do tych miejsc, o których pisałaś. Nie jestem wegetarianką ani weganka, ale to absolutnie nie ma znaczenia, bo byłabym w niebie kosztując takiego jedzenia, jakie oferuje mi Tel Aviv: )
Dzięki za kulinarne wskazówki! Mam jednak parę dodatkowych pytań: jak jest z plaża, kąpielami słonecznymi i morskimi?
Jak opisałabyś krótko eventy kulturalne i imprezy?
Plaża rozciąga się wzdłuż całego miasta i jest jedną z najpiękniejszych miejskich plaż, na jakich byłam – można tam po prostu przyjść ze swoimi plażowymi akcesoriami, a można też w dowolnym punkcie plaży wynająć leżak (15 szekli za cały dzień) lub parasol (6 szekli za cały dzień). Nie ma problemu, aby znaleźć wolne miejsce i cały dzień się byczyć.
Tel Aviv jest też bardzo imprezowy, nietrudno tu o dobry klub i imprezę do rana – polecam mapę klubów i imprez z tej strony: http://travelsofadam.com/hipster-tel-aviv-travel-tips/
świetny przewodnik! mam nadzieję, że już tej zimy będę mogła go wykorzystać 🙂
O, ale się dobrze czytało.
Zwłaszcza, że jestem po lekturze książki Izrael oswojony, którą polecam! Jej autorka prowadzi bloga Gojka z Izraela.
Och cudownie! Dokładnie tego potrzebowałam, za 3 tygodnie wybieram się do Izraela 🙂
Jakie miejsca szczególnie polecasz jeżeli chodzi o zwiedzanie Tel Avivu? Niekoniecznie te z przewodników.
wpis idealny pod każdym względem :))) a Tel Aviv marzenie!
Ja chciałam poruszyć zupełnie inny temat, ale bardzo liczę na pani odpowiedz.Jakiś czas temu pisała pani o dobrych patelniach. Zakupiłam taką i jestem z niej zadowolona. Bardzo proszę, aby poleciła pani dobre garnki (może te, których pani używa?).
Tylko nie pani! Po prostu Marta 😉
Gotuję w garnkach Ballarini oraz zwykłych garnkach z Ikei, ale moje ulubione to zdecydowanie te granitowe Ballarini – są lekkie, świetnie się myją i przechowują. Niezniszczalne i niezastąpione 🙂
Bardzo dziękuję Ci za odpowiedz! Cieszę się, że dzielisz się nie tylko cudownymi przepisami,ale i dobrymi radami.Ja gotuję według kuchni pięciu przemian, ale to zupełnie nie przeszkadza mi w" smakowaniu"twoich potraw(wystarczy odpowiednia kolejność składników).
Ja chce takie lody!!!;)
Marta, totalne szaleństwo! Muszę, absolutnie muszę!
Marta, dzięki za ten wpis! Właśnie w czwartek lecę do Izraela i mam zamiar go poznać m.in. od kuchni 😉 Na pewno odwiedzę kilka z wymienionych przez Ciebie miejsc. Już nie mogę się doczekać! :-)))
meslek kursu ankara
seo ankara
ingilizce kursu ankara
hasta kabul kursu ankara
ilkyardım kursu ankara
ekol hoca
ilkyardım kursu ankara
ingilizce kursu ankara
avukat ankara
Marta, dzieki wielkie! Lecimy tez za kilka dni i mam wszystkie adresy juz zapisane 🙂 a ksiazka Eating Animals (zamowilam widzac Twoje foto na instagramie) juz na dobre zmienila moje zycie! wczesniej jadlam mieso 1 raz na miesiac/2 m-ce ale teraz to juz chyba wcale nie bede (o nabiale nie wspominajac)! <3
prosze nigdy nie porzucaj tego bloga!
Magda z CH
Magda, duma mnie rozpiera – tak trzymaj i nie porzucaj nowej ścieżki żywieniowej!
<3 <3 <3
nice post thank you
أخبار الأردن أخبار الأردن
أخبار الأردن اليوم
أخبار الأردن اليوم
أسرار نيوز أخبار
أخبار الأردن
Droga Marto,
przygotowując się do podróży do Izraela, pochłonęłam każdą informację odnośnie gastronomicznego aspektu Tel Avivu. Dziękuję za polecenie humussiji, Galaterii Siciliany i I like you too. Strzały w 10! Do Julii również doszłam. Jedzenie dobre, ale ambiente jednak nie dla mnie. Chyba jednak za bardzo domowo…Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze wpisy z cyklu "W podróży". Kasia
Kasia, cieszę się, że przewodnik pomógł!
Wkrótce szykują się nowe podróże i nowe przewodniki <3
Cześć 🙂
Mam do Ciebie pytanie, które nurtuje mnie od wakacji, a nikt nie zna na nie odpowiedzi… jedyna nadzieja w Tobie 🙂 Wakacje spędziłam w Izraelu i tam – do każdego posiłku! – podawano cebulę pokrojoną w krążki posypaną jakąś czarną przyprawą… nie mam pojęcia co to, ale było przepyszne! Czy mogłabyś mi pomóc?
Pozdrawiam,
Julia
Julia, z tego co opisujesz prawdopodobnie była to cebula podawana z ziarnami czarnuszki!
Czy te ziarenka wyglądały tak? 🙂
http://ale-raj.pl/gallery/452/thumb/2_1200x900.jpg
I za to między innymi uwielbiam Izrael-prawie nikt nie je mięsa!;)
Izrael jest dla mnie kulinarnym rajem! Szkoda, że Twój post przeczytałam już po powrocie z Tel Awiwu, bo na pewno skorzystałabym ze wskazówek. No nic… w przyszłości to zrobię 🙂
To prawda, warzywa i owoce mają cudowne. Nigdy wcześniej ani później nie jadłam tak soczystej świeżej papryki czy tak soczystych grapefruitów (gotowe do picia prosto z drzewa). Ach…
W sierpniu jadę do Izraela. Będąc w Tel Aviwie z pewnością zawitam do kilku opisanych tu miejsc. Jednak mieszkać będę w Jerozolimie. Czy polecasz jakieś ciekawe wege miejsca warte odwiedzenia (oczywiście pomijając uliczne falafele i hummusy? .
Coraz więcej wegańskiej kuchni pojawia się wreszcie nawet w Japonii. Kraju, w którym nawet warzywa obgotowuje się w wywarze z ryby! Izrael to jednak raj 🙂